środa, 3 czerwca 2015

The Secret Bookstore 1

           Był rok 2245, a o tym, że istnieje jeszcze coś takiego jak biblioteka i książka pamiętał jedynie niezwykle mały procent ludności na całym świecie. Może było to spowodowane tym że ludzie z roku na rok stają się coraz bardziej leniwi i wolą pooglądać głupi serial, lub film, które nie dorastają książkom, które uważają za stratę czasu, nawet do pięt. Społeczeństwem w tych czasach rządzi bowiem słynna już od kilku wieków maksyma, iż czas to pieniądz, ale jest nią tak dogłębnie zaślepione, że uważa iż nie warto tracić kilku dni na przeczytanie książki, jeśli podglądanie filmu zajmuje o wiele mniej czasu. Ludzkość od bardzo długiego już czasu dzieliła się na trzy grupy: pierwszą, która docenia dobrą książkę i drugą której choćby dać książkę która zachwyca po kolei  wszystkich jej czytelników, nie doceni jej. Jest jeszcze trzecia grupa, której choćby zapłacić całym majątkiem Banku Gringotta, nie tknie książki nawet metrowym kijem, trzymanym przez gumową rękawiczkę, ale o tych dziwolągach nie warto pisać. Różnica między pierwszą a drugą grupą wynika z tego, że ta pierwsza , gdy czyta, czuje emocje które przeżywają bohaterzy. Szczęście,miłość, strach, ból, zdrada, choroba. Podchodzą do przeczytania nowej książki optymistycznie, z pewnością że dostarczy im nowych przeżyć. Druga grupa, zaś podchodzi do czytania książki pesymistycznie, powtarza sobie że ta książka będzie nudna, w końcu to ksiazka. Najbardziej doceniam jednak jeszcze inną grupę ludzi. Tych którzy nigdy nie mieli styczności z dobrą książką Ale pomimo tego zaczynają ją czytać z myślą ze wniesie coś do ich życia. Tacy ludzie to skarb. A zwłaszcza że bohaterzy książek istnieją naprawdę. Mają jednak to do siebie że kiedy zmniejsza się liczba ludzi czytających książki i żyjących w ich świecie, wierzących że opisane tam rzeczy są prawdziwe, bohaterowie książek znikają, chociaż tego nie chcą. Nie przepadam za ludźmi którzy nie czytają książek. A szczególnie nienawidzę rodzicow, którzy wmawiają dzieciom że książki to strata czasu i pieniedzy. Bardzo cenię za to tych którzy wszczepiaja w dzieci miłość do książek, czytając im przed snem słynne baśnie i opowieści.
                          ***
Był dżdżysty, chłodny poranek, a mały Tommy maszerował dzielnie do szkoły z parasolem w dłoni. No może nie całkiem 'mały' ponieważ miał już 11 lat, a to jest naprawdę poważny wiek. W plecaku miał jedynie swój iPad i drugie śniadanie oraz kilka dolarów do wydania w szkolnym sklepiku. Tak to było w tych czasach że uczniowie nie używali już podręczników i zeszytów bo zastąpiły je tablice interaktywne, laptopy, tablety i inne nowoczesne urządzenia. Mijając po drodze znajomych ludzi, chłopiec grzecznie mówił im "dzień dobry", tak jak go mama kiedyś nauczyła. Przechodząc obok naprawdę już starego i zrujnowanego budynku księgarni zobaczył dziewczynkę, która chodziła do tej samej szkoły co on. Miała długie jasnobrązowe włosy, duże jasne oczy i bladą cerę. Średniego wzrostu, zapewne od Tommy'ego niższa, była chuda i nosiła zniszczone nieco ubrania. Jej imię brzmiało Isabelle. Postanowił się z nią przywitać.
-Cześć! - krzyknął, ale gdy dziewczynka go zauważyła prędko schowała coś pod swoją wytartą skórzaną kurtkę i uciekła ze strachem w oczach.
Przedmiot, który tak pospiesznie chciała ukryć przed jego wzrokiem wyglądał jak... książka! Tak. Tommy był w stu procentach pewien że chciała ją przed nim ukryć. Chłopiec wiedział dlaczego. Gdyby ktoś zobaczył ją z książką, a co gorsza czytającą książkę, nie miała by życia. Wyzywanoby ją od dziwolągów. Prześladowałaby ją za to cała szkoła włączenie z nauczycielami. Były to bowiem czasy kiedy nikt już prawie nie posiadał książki w domu nie mówiąc już o korzystaniu z niej, więc jej czytanie było... po prostu hańbą. Dlatego właśnie Tommy nie miał zamiaru mówić o tym co zobaczył absolutnie nikomu.
Kiedy jednak przechodził przez bramę, jakaś chuda, drobna ręka wyciągnęła go z zamyślenia, chwytając za kołnierz i zaciągając w krzaki.
- Dobra -powiedziała Isabelle starając się ukryć nutę roztrzęsienia i strachu w jej głosie-  Jeśli powiesz komukolwiek o tym co widziałeś, marnie skończysz!
- A co ty mi niby możesz zrobić ? - spytał szorstkim głosem Tommy, gdyż dziewczyna wkurzyła go bardzo. Co to w ogóle ma znaczyć że wciąga go w jakieś krzaczory kiedy on ma na sobie swoją najlepszą kurtkę?!
-Ja... mój tata jest prawnikiem -odpowiedziała już mniej stanowczo
-Słuchaj, Isabelle, tak ? Nie miałem zamiaru mówić nikomu o tej twojej książce. Ale chyba zmienię zdanie, jeśli mnie nie puścisz!
Dziewczynka zluzowała nieco uścisk, a jej twarz oblał rumieniec.
-Przepraszam -powiedziała cicho- Trochę mnie poniosło.
-Trochę, to chyba mało powiedziane.
-No tak.. Naprawdę bardzo przepraszam i... dziękuję.- Mówiła zawstydzonym głosem, a potem, co bardzo chłopca zaskoczyło, cmoknęła go w policzek i wybiegła z krzaków, zostawiając go oszołomionego, samego. Coś w nim drgnęło, zorientował się że Isabelle przypomina mu jego mamę. Duże oczy, długie włosy, zamiłowanie do książek. Tyle że jego matka nie kryła się ze swoim hobby, wszyscy wiedzieli że czyta. Nagle zapragnął lepiej poznać koleżankę.
-Jestem Tommy -wydawało mu się że krzyknął ale w rzeczywistości powiedział to ledwo słyszalnie, tak że dziewczyna na pewno go nie usłyszała.

~~~
Hej. Na wstępie, chciałam was bardzo przeprosić za to, że pierwszy rozdział miał być w niedzielę a jest w środę. Bardzo mi głupio, ale dajcie znać w komentarzach jak mi te opowiadanie wyszło. Może nie jest narazie jakieś super zachęcające, ale jeśli chcecie się dowiedzieć jakie sekrety kryje stara księgarnia i co ma z nią wspólnego śmierć mamy Tommy'ego, oczekujcie następnych rozdziałów! Ja spadam pisać następny, w którym prawdopodobnie zamieszczę zdjęcie Isabelle i Tommy'ego, tak jak ja ich sobie wyobrażam, jeśli macie jakieś sugestie to komentujcie! Będzie mi bardzo miło jeśli zobaczę pierwszy komentarz na tym blogu!
Pozdrowionka
Annabeth